Spokojna, siedziałam sobie przeglądając GLAMOURA no i bęc! Naładowana jedną prostą myślą odpaliłam kompa i zaczęło się! Zmienię (prawie) wszystko. Trochę to pokręcone więc spróbuję to jakoś wyjaśnić.
Blogów o modzie jest mnóstwo. Nastolatki codziennie spędzają na sowich blogach godziny pisząc o nowych trendach, nowościach w swoich szafach. Cieszą się z każdego pozytywnego komentarza i tak napędzany jest cały ten blogowy świat. A więc oto taka JA. Wpadła na pomysł, by stworzyć jeden, uniwersalny blog. Jestem zmienna. A moja strona powinna wyrażać mnie w 100 %.
Oczywiście nie żegnam pisania, na rzecz ciuchów i kosmetyków. Wchodząc ostatnio na swojego bloga, widząc spadajacą liczbę odwiedzin, komentarzy, smuciłam się. Czy to w ogóle ma sens?- myślałam. Nie chciałam tworzyć opowiadania tylko, by zadowolić czytelników następną notką. Próbowałam połączyć próby spełnienia marzenia o wydaniu książki, z chęcią prowadzenia popularnego bloga. Nie wyszło.
Od dzisiaj będziecie mogli zobaczyć tu moje opowiadania - ale nie umiem określić jak często będą się one pojawiały. Będę pisała o muzyce, modzie, rysunkach, fotografii i wszystkim o czym warto byłoby pisać. Żeby całość nie była chaotyczna w tytyłach będzie określona tematyka.
Mój własny Misz Masz. Mam nadzieję, że wam się spodoba.
niedziela, 25 marca 2012
niedziela, 11 marca 2012
009. Współpraca.
Mam dla was krótką informację. W celu ulepszenia i upowszechnienia bloga chętnie podejmę współpracę z innymi stronami i blogami. Może to wyglądać na zasadzie reklamowania strony w notkach lub wstawianie linku w pasku bocznym bloga. Jestem otwarta na propozycję. Na info czekam w komentarzach pod postami i pod e-mailem. kasia1194@amorki.pl . Strony mogą mieć różną tematykę.
Blog z opowiadaniami również może być ciekawy. Po mału postaram wporwadzić się też inną tematykę. Oczywiście opowiadania będa na pierwszym miejscu, ale myślę, że wstawainie co jakś czas notek o czymś innym, to fajny pomysł.
Ps. Nie wiem jeszcze kiedy pojawi się ciąg dalszy, wiec proszę o cierpliwość.
PA !
Blog z opowiadaniami również może być ciekawy. Po mału postaram wporwadzić się też inną tematykę. Oczywiście opowiadania będa na pierwszym miejscu, ale myślę, że wstawainie co jakś czas notek o czymś innym, to fajny pomysł.
Ps. Nie wiem jeszcze kiedy pojawi się ciąg dalszy, wiec proszę o cierpliwość.
PA !
piątek, 2 marca 2012
008. Rozdział II cz 1
Przepraszam, że tak długo to trwało.Ostatnio jakoś nie idzie mi pisanie tego opowiadania. Nie chcę się tak na starcie podawać, więc pisze dalej. Oto i część II rozdziału.
Rozdział II cz. 1
Poranny promień letniego słońca wdarł się do sypialni Evanet przez szparę między zasłonami. Obudziła się i zmusiła do pozycji siedzącej. Ziewając omiotła spojrzeniem pokój. Nie wiedziała, czy cieszyć się z nadchodzącej wyprawy. Zbyt wiele miała tu do pozostawienia. Przeciągnęła się ospale i zczołgała z łóżka. Widok spakowanych w rogu walizek utwierdził ją w przekonaniu, że nie ma już odwrotu. Jeszcze tego samego dniaogarnij się Vinet, masz dziśdużo roboty – przywołała się w myślach do porządku. Wstała, zgarnęła rękąkosmetyczkę i pomaszerowała do łazienki. Wzięła gorący prysznic, umyła zęby i założyła jeden z ulubionych czarnych topów z dżetami i czerwone szorty. Rozczesując mokre włosy zdążyła dokładnie przyjrzeć się swojemu odbiciu. Pod jej dużymi czarnymi oczami widniały delikatne fioletowe cienie. Kasztanowe loki okalały jej bladą twarz. Czasem czuła się jakby w lustrze widziała inną osobę. Czyżby nie była sobą? Zbłąkaną duszą uwiezioną w nie swoim ciele? Pogrążona w myślach , uśmiechnęła się do siebie. Takie rzeczy nie istnieją. A nawet jeśli w ciemnych zaułkach kryją się wampiry, po ulicach chodzą demony w opętanych przed siebie ciałach Vinet jeszcze nigdy się z czymśtakim nie spotkała. Za każdym razem doszczętnie gasiła płomień zachwytu w oczach przyjaciółki na widok nowych gadżetów o m.in wampirycznej tematyce. W jej świecie to co jest czarne, takim pozostawało, a białe było tylko latarnią rozświetlającą jej nowy, mroczny umysł. To, że twardo stąpała po ziemi, była kolejną zmianą, która nastąpiła w niej po stracie rodziców. Nie przypominała już tej spontanicznej, pewnej siebie, odrobinę zwariowanej dziewczyny w najlepszych ciuchach w szkole. Wrażliwość, romantyzm jej poprzedniej duszy pozostawił po sobie tylko mgliste wspomnienia.
Gwałtownie- wyrwana z zamyślenia, przez wołanie babci wciągnęła szybko powietrze. Rzuciła ostatnie spojrzenie w kierunku swojego odbicia i wyszła.
- Masz ochotę na naleśniki- przywitała ją babcia
- Oczywiście. – odpowiedziała ożywiona. Uwielbiała babcine naleśniki. Po tak dobrym śniadaniu humor nie opuszczał jej co najmniej do południa.
Przeżuwając gorące placki Evanet nieco się uspokoiła. Zanurzając się w bitej śmietanie zostawiła za sobą wszelkie smutki. W planie było jeszcze pożegnalne spotkanie z Owenem, a potem jazda na lotnisko i dalej w nieznany świat. Skończyła posiłek w rekordowym tempie i wstała, by pozmywać.
- Daj, ja pozmywam. Lepiej leć już do tego swojego Owena, ja się wszystkim zajmę- Znała ją tak dobrze, że czasem rozumiały się bez słów.
Evanet uśmiechnęła się szeroko i podziękowała całując ją w policzek. Przeszła do korytarza, szybko założyła swoje ulubione trampki i wyszła zamykając za sobą drzwi.
Przeszła przez uliczkę kierując się w stronę parku. Oślepiający promień padł prosto na nią, wiec czym prędzej przysłoniła oczy okularami. Weszła do parku. Szła swoją stałą alejką delektując się świeżym powietrzem. Po paru minutach usiadła na jednej z ławek, gdzie mieli się spotkać. Przymknęła oczy i odchyliła głowę do tyłu pozwalając by witamina D wnikała w jej pory. Nie zorientowała się, gdy on bezszelestnie przysiadł tuż obok nie spuszczając wzroku z jej twarzy. Poczuła jego oddech przy swoim uchu, otworzyła oczy i przekręciła głowę w jego stronę.Pozwalając, by złożył na jej spragnionych wargach delikatny pocałunek .
No dobra . Wyczula, że musiał się pilnować, by nie zatracić się tak jak poprzednim razem. Jej chłopaka zdecydowanie można by przypisać do tych grzecznych.
Mmmmmmrrr…- zamruczała delikatnie z wciąż zamkniętymi oczami na znak niedosytu. Nie musiała otwierać oczy, by wiedzieć, że się uśmiecha, nachyla, przykłada miękkie, gorące wargi do jej. Ma nad nią władzę. W takich chwilach była jego marionetką upojoną rozkoszą płynącą nawet ze zwykłego, delikatnego pocałunku.
- Oj, bądź dobrą dziewczynką. – powiedział odsuwając się o parę centymetrów.
- A co jeśli nie chcę? – zapytała przekornie
- Zastanówmy się…. Doprowadzisz swojego chłopaka do wariactwa. Naprawdę trudno być grzecznym za nas oboje. Pomórz mi trochę. Gdy się tak uśmiechniesz, zamruczysz…….. – stracił na chwilę wątek wpatrując się w nią, która z premedytacją odgarnęła zabłąkany kosmyk z oczu, wpatrując się w niego uwodzicielskim wzrokiem. - ostrzegam zwariuje z miłości…. – dokończył powoli, lekko się otrząsając.
Odczekała jeszcze parę sekund, by nacieszyć się jego spojrzeniem, po czym zapytała już nieco poważniej:
- Jak my wytrzymamy te dwa tygodnie? - w ciągu ostatnich paru dni to jedyna myśl, która potrafiła popsuć jej humor. Przyszedł czas na ustalenie jakiegoś konkretniejszego planu. Zostało jej tylko kilka godzin….
- Hmmm - on również spochmurniał. Evanet nie chciał, by tak się stało, wolała zepsuć tamtą chwilę, niż tą przed samym wyjazdem. – Na szczęście na ratunek przybywa technologia i postęp cywilizacji - odparł jak zawsze optymistycznie - będziemy e-mailować, dzwonić, pisać. Przecież jest jeszcze Videochat, jakoś zleci – na jego twarzy na powrót pojawił się uśmiech.
- Dobra, to co robimy? – zapytała żywiej. Nie chciała psuć chwil spędzonych razem, wzięła się w garść. Owen miał rację, nie miała co przeżywać.
- Niestety w tym przypadku będziesz musiała wykazać nieco więcej cierpliwości. – odpowiedział bawiąc się kosmykiem jej włosów.
- hm? - nie rozumiała
- Niespodzianka – dodał tajemniczo . Wstając z ławki i wyczekując gestem na jej dłoń.
Na koniec mam do was pytanie. Czy powinnam coś zmienić w blogu? Były problemy z czcionką bo inaczej mi wyskakiwało na Mozilli a inaczej na Expolerze. Czy coś wam się nie podoba?
sobota, 18 lutego 2012
007. O książkach...
Niestety pisanie kolejnych części opowiadania nie idą mi za dobrze. Zbyt wiele czasu pochłania mi pisanie pierwszej powieści, szkoła itp. Dlatego dzisiejsza notka będzie o książkach. Czytam bardzo dużo i z każdą nową książką uczę się jak pisać i otwieram się na nowe historie, nowych bohaterów. Poniżej krótko napiszę o paru książkach, które niewątpliwie wpłynęły na moje literackie „ja”.
Jako początkowy mol książkowy zaczęłam od serii, Atramentowe serce, Atramentowa krew i Atramentowa śmierć. Powieść niesamowicie wciąga. Autorka wprowadza czytelnika w nowy, zupełnie nowy świat, który wręcz uzależnia. Głównymi bohaterami jest meggie lokchart i jej tata Mortimer. Oboje zakochani w książkach. Dziewczyna nie zdaje sobie sprawy z tego, ze jej ukochany rodzic, przyjaciel ma niezwykłe zdolności. Nie zna również tajemnic jakie kryje w sobie świat tajemniczej książki ATRAMENTOWE SERCE, którą przez lata ukrywał Mortimer. Z czasem próbuje oszukać rzeczywistość, w której jak się okazuje żyła jej matka od kilkunastu
lat.
To pierwszy kryminał, który wpadł w moje ręce. Oczarował od samego początku. Od tej niesamowitej historii nie da się oderwać. Niewyjaśnione ataki , terroryzowany przez przestępcę burmistrz miasta, który za wszelką cenę próbuje okryć przed mieszańcami, ze po ulicach jego niby bezpiecznego miasta grasuje morderca. Coś wspaniałego. Na pewno powrócę do takiego typu powieści. Z tego dreszczyku emocji pochłaniając kolejne linijki tekstu nie da się zrezygnować.
Podstawowy punkt w bibliotece większości nastolatek na świecie. Oczywiście głównym wątkiem jest miłość wampira do człowieka. Nie bijące już serce istoty, niezwyciężonej, pięknej, , wszechwiedzącej obdarzyło uczuciem jedynego, delikatnego, kruchego człowieka odpornego na wpływ jego umysłu. Urzekł mnie język autorki i emocje przelane na strony tej sagi. Nic dodać, nic ująć. Nie mogłam o niej nie wspomnieć.
ATRAMENTOWE SERCE.
Jako początkowy mol książkowy zaczęłam od serii, Atramentowe serce, Atramentowa krew i Atramentowa śmierć. Powieść niesamowicie wciąga. Autorka wprowadza czytelnika w nowy, zupełnie nowy świat, który wręcz uzależnia. Głównymi bohaterami jest meggie lokchart i jej tata Mortimer. Oboje zakochani w książkach. Dziewczyna nie zdaje sobie sprawy z tego, ze jej ukochany rodzic, przyjaciel ma niezwykłe zdolności. Nie zna również tajemnic jakie kryje w sobie świat tajemniczej książki ATRAMENTOWE SERCE, którą przez lata ukrywał Mortimer. Z czasem próbuje oszukać rzeczywistość, w której jak się okazuje żyła jej matka od kilkunastu lat.
Najpierw obejrzałam film, potem sięgnęłam po książkę, która mile mnie zaskoczyła. Mimo niektórych wulgarnych momentów, dość dokładnie opisanych przez pisarkę, fajnie się czyta. Opowieść polskiego weterynarza podróżującego z cyrkiem. Jego wspomnienia, miłość, w sumie historia jego długiego, szczęśliwego życia. Naprawdę polecam!!!
PODSZEPTY DIABŁA
To pierwszy kryminał, który wpadł w moje ręce. Oczarował od samego początku. Od tej niesamowitej historii nie da się oderwać. Niewyjaśnione ataki , terroryzowany przez przestępcę burmistrz miasta, który za wszelką cenę próbuje okryć przed mieszańcami, ze po ulicach jego niby bezpiecznego miasta grasuje morderca. Coś wspaniałego. Na pewno powrócę do takiego typu powieści. Z tego dreszczyku emocji pochłaniając kolejne linijki tekstu nie da się zrezygnować.Od początku do końca cud ludzkiej wyobraźni. Sam pomysł na tego typu powieść jest wprost niewiarygodny. Świat bogaty w szczegóły, tak rożny od tego rzeczywistego. Autorka bestselerowej sagi zmierzch zadziwia mnie coraz bardziej. Każda jej książka jest wprost fenomenalna. Po przeczytaniu jej zaczęłam się zastanawiać, czy w gdzieś tam nie ma dusz, które czyhają tylko na nasze zdrowe, silne ciała. Myśl o byciu więźniem własnego ciała jest wręcz przerażająca.
ZMIERZCH
Podstawowy punkt w bibliotece większości nastolatek na świecie. Oczywiście głównym wątkiem jest miłość wampira do człowieka. Nie bijące już serce istoty, niezwyciężonej, pięknej, , wszechwiedzącej obdarzyło uczuciem jedynego, delikatnego, kruchego człowieka odpornego na wpływ jego umysłu. Urzekł mnie język autorki i emocje przelane na strony tej sagi. Nic dodać, nic ująć. Nie mogłam o niej nie wspomnieć. Innymi książkami o których warto wspomnieć są: PAMIĘTNIKI WAMPIRÓW, SZEPTEM, TUNELE, AMOK, EVER, ale o nich może innym razem. W najbliższym czasie mam w planach sięgnąć po: ZAPOMNIANE, SERCE W CHMURACH i CISZĘ
Mam nadzieję, że w ciągu najbliższych paru dni uda mi się dokończyć prace nad dalszym ciągiem opowiadania. Brak mi czasu na to wszystko, ale postaram się. J
wtorek, 31 stycznia 2012
006. Rozdział I cz.2
Nadchodzi druga część rozdziału!!! Chcę uprzedzić, że w najbliższej przyszłości notki będą się tu pojawiać średnio co tydzień. Nie mam czasu, by pisać je częściej. Poza tym, żeby to co publikuję miało choć trochę sensu, potrzeba jest pracy. Z resztą sami lepiej wiecie. No dobra, nic więcej mi nie pozostaje jak nadzieja, że wam się spodoba :))
Rozdział I cz.2
Jedząc hamburgery i popijając je colą gawędzili przyziemnych sprawach. Koniec pierwszej klasy liceum, to ważny dzień. Nie jest się już pierwszakiem uczącym się funkcjonowania w licealnym środowisku. Gdyby to było możliwe Vinet sprawiłaby, że ta chwila trwałaby o wiele dłużej. Rozluźnieni, radośni, wręcz promienni. Właśnie takimi chciała widzieć swoich przyjaciół przez cały czas. Chwilowo nie brała udziału w dyskusjach przyglądając się im. Próbując zachować ten obraz w pamięci jednocześnie podgryzając słomkę. Czas miło im upływał, więc było dla nich zaskoczeniem, że wychodząc z knajpki słońce już zachodziło. Schodząc z posterunku przykrywało niebo delikatną purpurą.
Przeszył ją niespodziewanie zimny wiatr. Było lato, nawet o tej prze było dość ciepło, więc skąd ten powiew? Wzdrygnęła się, a na jej ramionach pojawiła się gęsia skórka. Owen zareagował natychmiastowo. Wyjął z plecaka bluzę i płynnym ruchem zarzucił na jej plecy. Był taki kochany. Fala uczucia pochłonęła jej umysł. Nie zapominając, że nie byli sami, rzuciła mu tylko najmilsze spojrzenie na jakie było ją stać. W końcu trzeba było się zachowywać przyzwoicie.
Wszyscy po mało rozchodzili się do swoich domów. Żegnając się zwykłym Cześć obiecywali , ze wkrótce się zobaczą, zadzwonią. Jakie to normalne, proste. Nieświadomość, sprawiała, że Evanet również uważała, większe pożegnania za zbędne.
Zwykle alejka prowadząca do parku była momentem, kiedy Evanet żegnała się z Owenem. Parę miesięcy temu wcześniej przekonała go do tego, żeby z jej powodu nie wydłużał sobie drogi do domu. Po delikatnym pocałunku, uścisku, Evanet nadal czuła niedosyt. Nie chciała się z nim żegnać. Dla niej najlepszym rozwiązaniem byłoby przewiniecie dnia od razu do momentu ponownego powitania ukochanego w swoich ramionach. Kiedy robił już krok w przeciwną stronę, Szybko wyciągnęła rękę zatrzaskując jego dłoń w mocnym uścisku. Nie wiedziała dlaczego to zrobiła, nie chciała tego. Owszem, nie chciała go puszczać, ale nie miała w planach zmuszać go do dłuższej drogi do domu. Jednak zrobiła to. Nie musiała nic wiecie mówić, Owen w takich sytuacjach nie ptrafil jej odmówić, więc resztę drogi do jej domu przeszli razem. Cząstce jej było głupio za swoje zachowanie, a druga cieszyła się, że jednak nie była zmuszona iść sama.
- Tak, jasne. Dziękuje, że mnie odprowadziłeś.
- Naprawdę nie szkodzi, to był bardzo miły spacerek.- mówiąc to przyciągnął mnie mocniej do siebie. Utonęła w cieple jego ust, przylegających delikatnie do jej ust. Kiedy, ona chciała już delikatnie się od niego oderwać, on złapał ją jeszcze mocniej, nie pozwalając odejść. Pocałunek stał się intensywniejszy. Krew szalejąca w jej żyłach pozostawiała po sobie rozkoszne ciepło. Zanim to nastąpiło, dziewczyna nie zdawała sobie sprawy z tego, że potrzebowała odrobiny namiętności. Choć przez chwilę.
Szybko oprzytomniała, zmuszając swój upojony umysł do współpracy, stali na środku chodnika. Nie chciał przerwać, tego co się miedzy nimi działo, ale nie miała wyjścia. Choć raz role się odwróciły i to ona musiała sprowadzać go z powrotem na ziemię. Kiedy delikatnie, acz stanowczo odsunęła się od niego o kilkanaście centymetrów na jego twarzy przez ułamek sekundy zauważyła zdziwienie. Po nim nastąpiło zrozumienie, i oprzytomnienie.
- Przepraszam, nie powonieniem był- powiedział zakłopotany.
Ilu siedemnastolatków przepraszałoby za jeden z lepszych pocałunków, w życiu ich dziewczyn? Odpowiedz: Niewielu, a Owen był jednym z nich. ? Nie kierowały nim męskie zachcianki. Szanował ją, co bardzo jej odpowiadało. Czuła się przy wyjątkowa, kochana. Znalazła bezpieczne dłonie, w które mogła ofiarować swoje serce, które popękane i klejone było już zdecydowanie za dużo razy.
- A kto powiedział, że tego nie chciałam?- zapytała śmielej- nie masz za co przepraszać. Po prostu to chyba nieodpowiednie miejsce.
- Oczywiście- powiedział automatycznie się rozpromieniając. Potem złożył jeden z najdelikatniejszych pocałunków na jej policzku.- Pa-szepnął jej do ucha i odszedł.
Przez chwilę wpatrywała się w jego oddalającą się postać, po czym wgramoliła się do klatki schodowej. Kurczowo trzymając się myśli, że jutro zobaczą się przed jej wylotem.
Nie towarzyszyło jej spodziewane podenerwowanie, podekscytowanie zbliżającym się wyjazdem. Tliła w sobie nadzieję, to jedyne co mogła czuć w tamtych okolicznościach. Nie wiedząc , że ze zbyt wieloma rzeczami, będzie musiała się pożegnać następnego dnia. Towarzyszyły jej jedynie złe przeczucia, ale zbyt słabe, by potraktować je poważnie. Wchodząc do niewielkiego mieszkania otuliła ją delikat. Wchodząc do niewielkiego mieszkania otuliła ją delikatna kwiatowa woń. Choć na chwilę troski prysły niczym bańka mydlana. Wchodząc do kuchni, zastała swoją kochaną babcię, która jak zawsze o tamtej porze, gotowała. Przywitała ja szerokim uśmiechem. Na co dzień z wyglądu przeciętna 75-latka, worki pod oczami, skóra wisząca nieco luźniej na owalnej, mądrej twarzy pooranej zmarszczkami. Niska, o drobnej budowie. Jeden uśmiech sprawiał, że na powrót stawała się młoda, silna, beztroska. Czarne oczy lśniły własnym blaskiem, które mogło wydawać się blaskiem jej własnego szczęścia, ukrytego pod tą pomarszczą powłoką.
Kiedy w wieku 12 lat Evanet straciła rodziców, osamotniona w jednym z najtrudniejszych momentów w jej życiu , nie pomyślałaby, że jeszcze poczuje smak pozytywnych emocji. Nie mówiąc o szczęściu, fantazji, śmiechu, a co dopiero miłości. Owen był strażnikiem jej serca dopiero od dwóch lat. Decyzja o tym nie była dla niej łatwa, ale była jedną z najlepszych w jej życiu. Przynajmniej wtedy za taką ją uważała. Zaufać komuś na nowo, od początku, do końca trwało długo i wymagało od niej naprawdę wiele pracy. Na sobą, inną. Tą, która nauczyła się, żyć samotnie, jedynie z babcią, która była jej jedynym przystankiem przed popadnięciem w czeluści jej własnego, ponurego świata. Nawet wtedy, nie umiała określić się, czy ufa mu w 100 %. Rana pozostała po starcie rodziców, była zbyt głęboka, by nie pozostawiła blizn na jej ciele, sercu, duszy….
Uśmiech babci, był dla niej jedną z najdroższych rzeczy w jej życiu. Tym razem, bez trudu go odwzajemniła.
- Slonce – wysepleniła
- A co ono robi?
- No swieci, babciu, swieci – odpowiedziała nie wiedząc o co chodzi.
- Właśnie. Kiedy jesteś blisko, nie potrzebuje słońca, by poczuć promienie ciepła na sercu. Jesteś moim własnym słonkiem. – mówiąc to wpatrywała się w nią z bezgraniczną miłością w oczach.
Można by uważać, że odpowiedź na tak proste pytanie małego dziecka, była zbyt skomplikowana, by je zrozumiało. Z jakiś przyczyn, pięcioletnia Evanet doskonale zrozumiała babcię, W jej małym serduszku też czuła ciepło, gdy mogła spędzać czas z babcią. Wtedy jeszcze nie potrafiła nazwać tego uczucia, ale zapamiętała to wydarzenie bardzo dobrze. Dlatego teraz tak łatwo było jej wracać do tych pięknych wspomnień, kiedy jej świat był zbyt wielki, by go w pełni zrozumieć.
Na koniec znów wspawię parę dwoich zdjęć, bo o dziwo wcześniejsze wam
się podobały. Oraz dwa utwory, ktore są moją inspiracją. Wciagają mnie w świat fantazji, bo tylko tam udaje mi się napisać coś fajnego. Magia, to własnię czuję, gdy słyszę je w słuchwkach wpatrując się w pustą stonę Worda i zastanawiając się Co dalej.....?
się podobały. Oraz dwa utwory, ktore są moją inspiracją. Wciagają mnie w świat fantazji, bo tylko tam udaje mi się napisać coś fajnego. Magia, to własnię czuję, gdy słyszę je w słuchwkach wpatrując się w pustą stonę Worda i zastanawiając się Co dalej.....?
To tyle Pa !
sobota, 21 stycznia 2012
005. Rozdział I. cz 1.
Hejo! Trochę to trwało, ale udało się. Pierwszy rozdział wkroczył niepewnie na stronice Worda :)Pochłonięta światem rzeczywistym i dwoma, tymi które sama buduję trudno znaleźć na wszystko czas, ale mam nadzieje, że wam się spodoba. Postanowiłam rozdzielić rozdziały na części, by łatwiej się je czytało. Sama wiem, że widząc w jedne notce "trzy tysiące" wersów tekstu opuszcza chęć czytania tegowszystkiego na raz. Tak będzie chyba lepiej. Miłego czytania.
----------------------------------------------------------------------------------
Prawdziwym problemem, był główny bohater jej ukochanej książki – tamtego tygodnia. Zagadka, tkwiąca w niedokończonej lektorze, była powodem jej rozmyślań na lekcji. Czy sama odgadnie kto zabił 10 osób w święto Dziękczynienia, czy jednak będzie musiała poczekać jeszcze, parę godzin, by powrócić, w fantastyczny świat wiecznych zagadek? Poprzedniego wieczoru czytanie ponownie zostało jej przerwane, zasnęła z książką w ręku.
Dopiero ciepło ręki Owena na jej policzku otworzyło drzwi powrotne ku rzeczywistości. Odwróciła głowę w jego stronę, zatapiając się w jego serdecznym spojrzeniu. W jego brązowych oczach, mogła dojrzeć wszystkie odpowiedzi.
Zadzwonił dzwonek, ale oboje ani drgnęli. W ich własnym świecie potrzebowali jeszcze trochę czasu. Pośród ogólnego harmidru, odgłosów zasuwanych krzeseł, głośnych rozmów, śmiechów, okrzyków – oni.
Nieruchomo wpatrzeni w siebie, jakby to właśnie w swoich oczach widzieli swoje marzenia, szczęście. W ich dużym liceum byli wyjątkiem. W dobie krótkotrwałych, nastoletnich miłości, byli ze sobą najdłużej. 3 lata, ok 115-116 dni upojeni swoim uczuciem. Niczym postacie z bajki.. Ona- marzycielka, romantyczka, artystka, czerpiąca inspirację z każdej chwili swojego życia. On – twardo stąpający po ziemi, odpowiedzialny, błyskotliwy, opiekuńczy. Uzupełniali się. Będąc powodem zazdrości, wielu rówieśników stawiali razem krok po kroku na drodze ku dorosłości.
- Halo, jest tam kto? Kener zaraz zamknie salę.
- Chyba nie chcecie zostać tu następne dwa miesiące- zapytała zniecierpliwiona Lilly.- No już! Ruszczcie się!- dodała. gdy nie doczekała się żadnej odpowiedzi.
Idealnie zsynchronizowani oderwali od siebie spojrzenia, pośpiesznie nabierając powietrza.
- Sorki Lil, już idziemy- wybąkała Evanet pakując książki do torby.
- Yhy, nie przepraszaj, to nie ja chce was zabić wzrokiem- odpowiedziała szeptem.
Odwróciłam się i napotkałam wściekłe spojrzenia p Kenera. Lily miała racje, jeszcze chwila, a spaliłabym się żywcem pod ostrzałem jego morderczego spojrzenia.W tamtej chwili czuła się jak zwykła nastolatka, pokątnie śmiejaca się ze złośliwego nauczyciela. Zwykłe życie, normalne sytuacje, przewidziane reakcje, wokół tego kręciło się jej dawne chwile.
Z radością opuszczała mury szkoły. Zostawić za plecami, wszystkie nerwy związane z klasówkami, pracami domowymi, kłótniami i intrygami. Nie wiedziała, że czeka ją więcej niż dwa miesiące z dala tamtego życia.
Przemierzając dziedziniec skąpany w świetle słońca, w mgnieniu oka ich znalazła drogę do jego ręki. Czując to obdarował ją jej ulubionym uśmiechem. Wtedy wszystko wydawało się takie proste.
----------------------------------------------------------------------------------
Rozdział I cz.1
Dochodziła godzina piętnasta, a z nią koniec ostatniej lekcji przed wakacjami. Evanet siedziała w przedostatniej ławce, ze wzrokiem wbitym w plecy Lily, siedzącej przed nią. Promienie słońca wdzierały się za wszelką cenę, między roletami do niewielkiej sali. Wszyscy czuli już powiewy ciepłego, letniego wiatru. Uczucia wolności bijące od wszystkich uczniów obijały się do ścian. Niecierpliwość i podekscytowanie wisiały w powietrzu.
Nie bardzo wiedziała co się dzieje na lekcji. Czy pan Koner nadal opowiada o wojnie secesyjnej? Czy nie odpuścił nawet przed wakacjami i wywołał jednego nieszczęśnika na środek klasy? Skoro podczas tamtych 45 min w Sali nie rozbrzmiało jej nazwisko, nie miała się czym martwić.Prawdziwym problemem, był główny bohater jej ukochanej książki – tamtego tygodnia. Zagadka, tkwiąca w niedokończonej lektorze, była powodem jej rozmyślań na lekcji. Czy sama odgadnie kto zabił 10 osób w święto Dziękczynienia, czy jednak będzie musiała poczekać jeszcze, parę godzin, by powrócić, w fantastyczny świat wiecznych zagadek? Poprzedniego wieczoru czytanie ponownie zostało jej przerwane, zasnęła z książką w ręku.
Dopiero ciepło ręki Owena na jej policzku otworzyło drzwi powrotne ku rzeczywistości. Odwróciła głowę w jego stronę, zatapiając się w jego serdecznym spojrzeniu. W jego brązowych oczach, mogła dojrzeć wszystkie odpowiedzi.
Zadzwonił dzwonek, ale oboje ani drgnęli. W ich własnym świecie potrzebowali jeszcze trochę czasu. Pośród ogólnego harmidru, odgłosów zasuwanych krzeseł, głośnych rozmów, śmiechów, okrzyków – oni.
Nieruchomo wpatrzeni w siebie, jakby to właśnie w swoich oczach widzieli swoje marzenia, szczęście. W ich dużym liceum byli wyjątkiem. W dobie krótkotrwałych, nastoletnich miłości, byli ze sobą najdłużej. 3 lata, ok 115-116 dni upojeni swoim uczuciem. Niczym postacie z bajki.. Ona- marzycielka, romantyczka, artystka, czerpiąca inspirację z każdej chwili swojego życia. On – twardo stąpający po ziemi, odpowiedzialny, błyskotliwy, opiekuńczy. Uzupełniali się. Będąc powodem zazdrości, wielu rówieśników stawiali razem krok po kroku na drodze ku dorosłości.
- Halo, jest tam kto? Kener zaraz zamknie salę.
- Chyba nie chcecie zostać tu następne dwa miesiące- zapytała zniecierpliwiona Lilly.- No już! Ruszczcie się!- dodała. gdy nie doczekała się żadnej odpowiedzi.
Idealnie zsynchronizowani oderwali od siebie spojrzenia, pośpiesznie nabierając powietrza.
- Sorki Lil, już idziemy- wybąkała Evanet pakując książki do torby.
- Yhy, nie przepraszaj, to nie ja chce was zabić wzrokiem- odpowiedziała szeptem.
Odwróciłam się i napotkałam wściekłe spojrzenia p Kenera. Lily miała racje, jeszcze chwila, a spaliłabym się żywcem pod ostrzałem jego morderczego spojrzenia.W tamtej chwili czuła się jak zwykła nastolatka, pokątnie śmiejaca się ze złośliwego nauczyciela. Zwykłe życie, normalne sytuacje, przewidziane reakcje, wokół tego kręciło się jej dawne chwile.
Z radością opuszczała mury szkoły. Zostawić za plecami, wszystkie nerwy związane z klasówkami, pracami domowymi, kłótniami i intrygami. Nie wiedziała, że czeka ją więcej niż dwa miesiące z dala tamtego życia.
Przemierzając dziedziniec skąpany w świetle słońca, w mgnieniu oka ich znalazła drogę do jego ręki. Czując to obdarował ją jej ulubionym uśmiechem. Wtedy wszystko wydawało się takie proste.
- To jakie plany gołąbeczki? – zagadnęła Lily
- A no tak, to już wakacje. Zdążyłam już o tym zapomnieć od czasu kiedy ostatni raz o to pytałaś niecałą godzinę temu- odparłam z uśmiechem.- Z resztą i tak już wiesz, co będę robić.
- No tak, p. Koszmar[1] czeka. Chodziło mi bardziej o to co będziesz robiła przez następne dwa miesiące, ale dzięki za uprzejmość.
- To też już wiesz, lecę do Londynu na dwa tygodnie.
- Cóż za różnica dwa tygodnie, czy dwa miesiące. To i tak zdecydowanie za dużo chwil bez ciebie – wtrącił Owen otaczając mnie ramieniem.
- Ty i tak jedziesz na ten swój kurs, jakoś wytrwamy.- spojrzała mu w oczy próbując dodać mu trochę otuchy. Ona też nie chciała się z nim rozstawać, ale nie miała wyboru. Żadne z jej przyjaciół nie znało przyczyny jej podnóży, tylko Owen. Dlatego nie sprzeciwiał się jej decyzji, ale nie rezygnował z okazywania tego jaka jest dla niego ważna ta drobna osóbka o puszystych szatynowych lokach okalających jej owalną twarzą, którą zdobiły rumiane policzki. W tamtej chwili nie zdawał sobie sprawy jak bardzo będzie tęsknił za jej głębokimi brązowymi oczami i czerwonymi, pełnymi ustami, delikatnym niczym płatki róż, na których uwielbiał składać pocałunki. Mimo to, gdyby wiedział co ich czeka umiałby ją powstrzymać, przekonać?
- Ty, Romeo! Tylko się nie zasztyletuj , twoja Julia wróci. – dodał z sarkazmem Ian, który wtrącił się do rozmowy. Dając mu kuksańca w bok.
- Ehh, nic nie rozumiesz stary. Idziemy coś zjeść?
- Jasne, w końcu jakiś konkret- Lily natychmiast się ożywiła.
Cała czwórka ruszyła ku najbliższej knajpce, pogrążona w rozmowie i śmiechach. Otaczające ich pozytywne emocje, mogłyby zarazić każdego w promieniu 500 m.
************************************************************************
Tak jak obiecałam, w tej notce wstawię parę szkiców. Nie są idealne, ale szkicowanie sprawia mi wiele frajdy i dopiero się uczę. Oto one.
PA PA !!
piątek, 13 stycznia 2012
004. Początek..
No i weekend. Nie wiem, czy cieszyć się czy nie. Nie zapowiada się zbyt ciekawie. Jedynym plusem jest to, że mogę w pełni zatracić się w tym co lubię najbardziej. W budowaniu własnego, nowego świata.
W poprzedniej notce napisałam, że dziś czeka was mała niespodzianka. To w sumie nic takiego. Jest to Prolog do nowego opowiadania. Dłuższego, innego. Wszystko jest jeszcze w fazie startowej, mam nadzieję, że się wam spodoba.
*********************************************************************
Żyjmy tak, jakby każdy następny dzień, miałby być tym ostatnim. - Evanet nigdy się nad tym wcześniej nie zastanawiała. Wiodła spokojne, w miarę szczęśliwe życie. Jak każda inna dziewczyna w jej wieku spędzała czas z przyjaciółmi, chłopakiem. Nie myśląc, o tym co tak na prawdę może stać się za chwilę. Liczyło się tu i teraz. Do czasu....
Wszystko ma swój początek i koniec. Czy właśnie tamtego popołudnia w jej sercu po raz ostatni zagościła radość, spokój, bezpieczeństwo?
Niestety pytania napływają falami, dopiero wtedy, gdy jest już za późno, by cokolwiek zmienić. Cofnąć czas, zawrócić. Może jeśli nie spędziłaby tyle czasu między regałami ukochanych książek, wszystko potoczyłoby się inaczej? Ile się spóźniła? 3 minuty? 3 minuty, by wywrócić całe życie do góry nogami...
Umysł przepełniony adrenaliną nie nadążał z rejestrowaniem tego, co przed chwilą widziały oczy Evanet. Wszystko wokół wydawało się koszmarem, tylko moment, w którym powinna obudzić się zlana potem już dawno minął. Stała na osiedlowej uliczce. Ubogo oświetlonej przez starą, jedyną w okolicy lampą. Szalejący, nocny wiatr targał jej włosy, czuła jak nie pozwala łzą popłynąć strumieniem po zaczerwienionych od biegu policzkach. Oddychała szybko, nie tylko z wysiłku, ale z przerażenia.
Najważniejsze pytanie odbijało się echem w jej głowie. Czy gdyby nie byłaby na tyle pochłonięta nową zdobyczą z biblioteki, gdyby choć przez chwilę pomyślała o jedynej ukochanej osobie jaka jej została. Tak, która się o nią troszczyła. Rozumiała i pomagała jej pokonywać co dzień szarość nastoletniego życia. Gdyby pomyślała wcześniej i wyszła jej an przeciw, na czas. Stałaby teraz w kałuży jej krwi?
*********************************************************************
Co wy na to? Ten początek mogłabym nazwać impulsem, powstał pod wpływem chwili. Ciąg dalszy oczywiście za parę dni. A na koniec chciałabym pokazać wam co oprócz pisania jest nieodłączną częścią mojej egzystencji.
FOTOGRAFIA: amatorsko, dla przyjemności
W poprzedniej notce napisałam, że dziś czeka was mała niespodzianka. To w sumie nic takiego. Jest to Prolog do nowego opowiadania. Dłuższego, innego. Wszystko jest jeszcze w fazie startowej, mam nadzieję, że się wam spodoba.
*********************************************************************
Żyjmy tak, jakby każdy następny dzień, miałby być tym ostatnim. - Evanet nigdy się nad tym wcześniej nie zastanawiała. Wiodła spokojne, w miarę szczęśliwe życie. Jak każda inna dziewczyna w jej wieku spędzała czas z przyjaciółmi, chłopakiem. Nie myśląc, o tym co tak na prawdę może stać się za chwilę. Liczyło się tu i teraz. Do czasu....
Wszystko ma swój początek i koniec. Czy właśnie tamtego popołudnia w jej sercu po raz ostatni zagościła radość, spokój, bezpieczeństwo?
Niestety pytania napływają falami, dopiero wtedy, gdy jest już za późno, by cokolwiek zmienić. Cofnąć czas, zawrócić. Może jeśli nie spędziłaby tyle czasu między regałami ukochanych książek, wszystko potoczyłoby się inaczej? Ile się spóźniła? 3 minuty? 3 minuty, by wywrócić całe życie do góry nogami...
Umysł przepełniony adrenaliną nie nadążał z rejestrowaniem tego, co przed chwilą widziały oczy Evanet. Wszystko wokół wydawało się koszmarem, tylko moment, w którym powinna obudzić się zlana potem już dawno minął. Stała na osiedlowej uliczce. Ubogo oświetlonej przez starą, jedyną w okolicy lampą. Szalejący, nocny wiatr targał jej włosy, czuła jak nie pozwala łzą popłynąć strumieniem po zaczerwienionych od biegu policzkach. Oddychała szybko, nie tylko z wysiłku, ale z przerażenia.
Najważniejsze pytanie odbijało się echem w jej głowie. Czy gdyby nie byłaby na tyle pochłonięta nową zdobyczą z biblioteki, gdyby choć przez chwilę pomyślała o jedynej ukochanej osobie jaka jej została. Tak, która się o nią troszczyła. Rozumiała i pomagała jej pokonywać co dzień szarość nastoletniego życia. Gdyby pomyślała wcześniej i wyszła jej an przeciw, na czas. Stałaby teraz w kałuży jej krwi?
*********************************************************************
Co wy na to? Ten początek mogłabym nazwać impulsem, powstał pod wpływem chwili. Ciąg dalszy oczywiście za parę dni. A na koniec chciałabym pokazać wam co oprócz pisania jest nieodłączną częścią mojej egzystencji.
FOTOGRAFIA: amatorsko, dla przyjemności
Następnym razem mogę dodać więcej. W następnej notce, jeśli chcecie mogę pokazać parę własnych szkiców. Mam wiele zaiteresowań, na ogół związanych ze sztuką.
To tyle PA !! :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


